piątek, 15 czerwca 2012

15 czerwca

  Dzisiaj minął już cały rok od śmierci Anastazji. Dokładnie pamiętam jak to było. Jechałam z nią w samochodzie. Zaczęła wyprzedzać. Była chyba pijana, bo zbliżała się do nas ciężarówka. Mówiłam, zeby nie wyprzedzała, ale nie słyszała. Przyśpieszyła. Wskazówka skakała po prędkościomierzu. Nie zdąrzyła. Zderzyłyśmy się z tirem. Ja miałam troche pokaleczeń od szyby. Anastazja była cała połamana. Lewa strona ciężarówki wjechała w prawą część naszego auta. Obie pojechałyśmy do szpitala. Zszyli mi głowę, a potem powiedzieli, że nie żyje. Anastazja Wineselt nie żyła! Nie mogę w to uwierzyć! Moja siostra, która zawsze mi pomagała itd. Zawsze mogłam na nią liczyć! A teraz...
  Najgorzej przeżywała mama. Nie odzywała się do mnie przez tydzień. Myślała, ze to moja wina. Tata krzyczał na wszystko i wszystkich. Stefan zamknął sie w sobie. Rodzice podejrzewali ze zaczął brać.
  Nie mogę dalej pisać, bo zamoczę łzami pamiętnik. Płaczę. Tęsknię za siostrą.
- Bella, zejdź na dół!-zawołała mama- idziemy na cmentarz- powiedziała cicho. Zbierało jej sie na płacz.